wtorek, 20 stycznia 2015

Jeśli oddajesz temu miejscu, wiecej niz chyba mozesz, tak jak ja, podnieś pięści i pochyl głowę.





 Pieniądze- środek płatniczy czy ludzkie 'guru'?

Od niepamiętnych czasów pieniądzem określano wartość produktów z początku była to żywność, zwierzęta, później metale, aż w końcu współczesne monety i banknoty. Pieniądz jest środkiem płatności, fakt faktem, nie mając ich nie poradzimy sobie, ale czy jest to powód by mając je określać siebie lepszym? Czy w dzisiejszych czasach podstawowa jego funkcja została zastąpiona wyznacznikiem pozycji społecznej?
Nie można zaprzeczyć, iż pieniądz potrzebny jest do codziennego funkcjonowania, na zakup żywności, wszelkie opłaty związane z zaspokajaniem ludzkich potrzeb. Wiadome też, że człowiek zwyczajnie cieszy się, że ma go przy sobie, zwracając uwagę na to, że nie dostaniemy nic za darmo. Wszystko ma swoją cenę, ale ludzie uznają wyższość dóbr materialnych, nad wszystkimi innymi.
Człowiek zaczyna myśleć, że może dostać wszystko czego zapragnie, gdy zapłaci. Wielu z nas spotkało się pewnie z osobą, która tak działała- z przekonaniem, że może coś lub kogoś kupić. Coraz więcej spotyka się małżeństw nie dla miłości, lecz dla majątku. Wielu młodych ludzi, wyjeżdża poza granice swojego kraju w poszukiwaniu lepiej płatnej pracy. Staje się On ludzkim priorytetem. A nie zapominajmy, że jest to tylko i wyłącznie przedmiot, którym posługujemy się by coś zapłacić. Wprawdzie faktem jest to, że czujemy się dobrze posiadając je, ale czy powinniśmy stosować go nie w celu kupna pewnego dobra materialnego, ale np. osoby?
Pieniądze szczęścia nie dają, ale nie da się bez nich żyć. Jest to prawda, lecz coraz więcej osób postrzega je jako sposób na życie. Są wyznacznikiem bycie wyżej usytuowanym: Masz pieniądze? Masz władzę.
Spotykamy się również z coraz większym brakiem tolerancji. Już nie tylko dyskryminowani są ludzie o odmiennym kolorze skóry, orientacji seksualnej, czy religii. Dyskryminowani są również ludzie, z niższych klas społecznych, którzy nie mają wielkiego majątku. Głównie nastolatkowie, są ośmieszani z tego powodu. Ludzie, zwłaszcza w tym wieku, wiedząc, że „mają” pieniądze, chociaż tak naprawdę ich nie mają, bo to własność nie ich, a ich rodziców, pokazują swoją wyższość nad innymi, tylko dlatego, że mają kilka banknotów więcej w portfelu. Zatem można stwierdzić, że coraz więcej mamy na świecie materialistów.
Warto więc skupiać swoją uwagę na tym ile mamy w portfelu? Czy tak naprawdę to jest ważne? Skoro ludzie mają tyle pieniędzy, to dlaczego nie mogą podzielić się nimi z głodującymi osobami na ulicy? Co skłania ich do obojętnego przejścia obok potrzebującego? Żądza posiadania coraz to większej i większej ich ilości? Jak widać mamy też coraz więcej egoistów, którzy zamiast podzielić się tym co mają i co jest dla nich drobiazgiem z kimś kto tego nie ma i jest to dla niego bardzo ważne, wolą wydać te kilka monet na nic nie znaczące i nic nie zmieniające w ich życiu błahostki.
Niewątpliwie pieniądze są nad niezbędne do funkcjonowania w dzisiejszym świecie, lecz nie są niezbędne do szczęścia. Nie powinny być celem samym w sobie. Nie oceniajmy innych na podstawie zasobności ich portfela, pieniądze to nie wszystko.
 Swoją drogą jak mija wam tydzień? Jak z aktywnością fizyczną? :D Macie motywację do ćwiczeń, czy raczej leniuchujecie? A oceny na semestr? Czekam na komentarze! :D

wtorek, 13 stycznia 2015

Czlowiek zupełnie nie wie, kiedy tonie, która kropla wody wyznacza mu koniec.

Na wstępie chciałabym podziękować za wszystkie komentarze pod poprzednim postem, te wszystkie miłe słowa dały mi wiele radości i chęci do dalszej pracy z blogiem, cenię sobie każde słowo, które zostało tam napisane. :)
Pogoda za oknem, przynajmniej u mnie daje siłę do działania, aż nie chce się siedzieć w domu, gdy na zewnątrz tak pięknie. Zbliżają się ferie, a więc czas wziąć się do nauki i "wyciągać" oceny. Czas wszelkich starań, by w miarę skończyć to półrocze. Ale jak wspominałam w ostatnim poście, jestem strasznym leniem i mimo to, że semestr się kończy, a moja średnia to około 3,6 nawet nie chce mi się nic z tym zrobić. Na domiar złego, gdy już czegoś się nauczę, zrobię coś dodatkowego i chcę to następnego dnia zaprezentować w szkole, dopada mnie choroba i nie mogę nawet się ruszyć. Ferie chcę spędzić aktywnie, nie będzie typowego leniuchowania i spania do 13, wykupiłam sobie karnet na siłownię i tymi dwoma tygodniami rozpocznę z nią swoją przygodę. A wy? Próbujecie teraz ratować swoje oceny? Jakie macie plany na ferie?
Ostatnimi czasy głośno jest o zamachach terrorystów. Zamach w redakcji Charlie Hebdo w Paryżu, 10 letnie dziewczynki, które się wysadziły w Nigerii. Wiem, że to co teraz powiem, zwłaszcza, że chcę iść na dziennikarstwo, jest trochę wredne, ale moim zdaniem rozgłos, który dają relacje z tych miejsc, wszystko co pokazują i o czym "trąbią" dziennikarze, zachęca tylko terrorystów do dalszego działania. Przecież te reportaże trafiają do szerokiego grona odbiorców i inni islamiści widząc jak poświęcają się za wiarę, mogą sobie pomyśleć "Oni giną by nas bronić, a ja tutaj siedzę?". Rozumiem, że taka jest ich praca, przekazywać to, zdawać relację i pokazywać ludziom co się dzieje, ale moim zdaniem robią im darmową reklamę...I później dochodzi do kolejnego zamachu i kolejnego i kolejnego. Dla mnie to jest chore, że 10 letnie dzieci giną w samobójczych zamachach. Czy Oni są ograniczeni? Nas katolików obraża się nie raz, a my ich tolerujemy, czemu nie może to działać w drugą stronę? Nie rozumiem. 

 Ostatnio też zaczęła mnie męczyć kwestia żywności. Mięso napompowane wodą, zmodyfikowana żywność. Czy nie przez to powstały takie choroby jak rak? Ludzie chcą być nowocześni, ale czy to co spożywamy też musi takie być? Lepiej żebyśmy się truli? Pewnie dlatego mało jest teraz ludzi, którzy dożywają stu czy więcej lat. Nasze pokolenie pewnie już nie będzie miało takiego szczęścia by dożyć tego wieku, a co dopiero ludzie, którzy urodzą się za 10 czy 15 lat. Nie wyobrażam sobie tego, że mam chodzić do sklepu i kupować to wszystko, bo tak naprawdę nic o tym nie wiem, najwłaściwszym co można zrobić by mieć 100% zaufania to samemu sobie sadzić warzywa, owoce i hodować zwierzęta. Ale to za trudne, wiadomo, każdy z nas i tak wybierze opcję pójścia do sklepu i wiadomo przecież nie wszystko tam jest złe, ale nie wszystko też jest dobre, dlatego jestem zwolenniczką kupowania na targu, a jeśli znam sprzedawcę, jestem w 100% pewna, że to co jem nie zostało jakkolwiek zmodyfikowane. Jakie macie zdanie w tej kwestii?  Czekam na wasze komentarze, dobranoc! :)
  

PS. Jeśli Ci się spodoba zostaw komentarz, jeśli chcesz żebym Cię zaobserwowała, zapytaj, zostaw link do swojego bloga w komentarzu, na pewno zajrzę i poczytam :)

środa, 7 stycznia 2015

Maybe come back?




Zakładałam tego bloga z myślą, kurcze lubię pisać. Czemu by tego nie wykorzystać? Aczkolwiek z braku czasu zrezygnowałam po kilku postach. Blogów jest teraz bardzo dużo, trudno się wybić i pisać coś oryginalnego. 
Szukam ciągle czegoś na czym mogłabym się skupić na dłużej. Myslalam o vlogu, ale nie mam ku temu narazie warunków. Także...moze kiedys uda sie cos z tym zrobic. Przestałam chodzić na "sesje" głównie właśnie z powodu braku czasu, bo zaczęłam liceum, a to juz nie przelewki.
Pomyślałam sobie, ze jeśli pragnę zostać dziennikarką, może zobaczę i sprawdzę się, czy w ogóle się do tego nadaję, bo trudno jest w tym kierunku znaleźć pracę. Za niecałe 5 miesiecy bede musiała wybrac rozszerzenie, a co jesli okaże sie jestem do kitu i nie umiem pisac? Co jesli okaże sie, ze kompletnie tego nie czuję i nie nadaję się na dziennikarkę? Talent do pisania albo się ma, albo się go nie ma i raczej nie nauczę się pisać jesli tego nie będę czuła. Bo w końcu chyba kazdy chce robic to co umie robic najlepiej. 
Będąc w gimnazjum przeciętne moje oceny z polskiego, z esejów czy wszelakich wypracowań wahały się pomiedzy 5 a 6, a egzaminy próbne zdawałam na +90 procent. Teraz moja średnia z polskiego to 2.94 i nie ma przedmiotu, z ktorym bym sobie bardzo dobrze radziła.
 Przez wakacje bardzo dużo rysowałam, ale raczej dla siebie niż żeby pokazywać to innym, a pewnego dnia mama niespodziewanie weszła mi do pokoju, porwała kartkę z rysunkiem i najpierw sie przyglądała chwile po czym powiedziała: " Kurcze Justyś, masz talent! Może zamiast medycyny czy dziennikarstwa wolałabyś iść na ASP?!" Szczerze mówiąc, tak, chciałabym, ale nie jestem wystarczajaco dobra, a córka znajomych rodziny była wspaniała i się nie dostała. Może bede miała okazje kiedys rysować czy malować dla kogos, ale raczej są to bazgroły dla mnie, ktore chowam przed światłem dziennym, bo nie lubie, jak ktos ogląda moje "dzieła".
 Ale wracając do tematu dziennikarstwa to moje marzenie, pisac dla innych. Chciałabym także kiedys napisac książkę, podzielić sie tym co wiem i tym co widze, moimi oczami, jako ja. Chce miec co robic w zyciu. Ale mimo takich planów, kompletnie nie mam zapału do nauki. Czas, ktory wlasnie poświęcam na pisanie tego posta powinnam przeznaczyć na naukę do jutrzejszego sprawdzianu z fizyki i mimo, ze jestem dobra z przedmiotów takich jak biologia czy fizyka, to bez nauki choćby chwilowej, nie dam rady nic napisać.
 Szukam motywacji, szukam czegos co da mi takiego kopa w dupę i powie mi Justyna, bierz sie do roboty. Tak jak z ćwiczeniami. Najpierw jest jedzenie i narzekanie, ze chce sie byc chudym, wzdychanie to zdjec szczupłych dziewcząt z wspaniałymi nogami jak patyczki, zarysowanymi mięśniami na brzuchu i wcięciami w talii. Chcieć to móc czyż nie? Także wzięłam sie za siebie z przyjaciółka, bo w dwójkę jest o wiele lepiej i jak mi się nie chce to przyjaciolka krzyczy: "Rusz dupę! Chcesz być piekna czy nie?!". I działa to tez w drugą stronę. Jak wiadomo, najtrudniejszy jest początek. Jak już wpadniesz w rutynę, to jest z górki mimo to nie potrafię się do niczego przekonać. Pod tym względem jestem bardzo dziecinna. Chciałabym móc nie robić kompletnie nic, a mieć wszystko, chciałabym spać, jeść, ćwiczyć i co najwyżej pisać i nic więcej. Nie potrafię długo robić tego samego, w moim życiu musi się coś dziać, bardzo nie lubię nudy, ale z drugiej strony, jestem takim leniem, że leniwiec przy mnie wymięka :D 
Wprawdzie lubię czasem poszaleć, ale nie impreza za imprezą. Nie potrafię tak. Teraz coraz częściej zostaję w domu, biorę dobry film, kawę i oglądam. Przez 18 dni wolnego, które dały mi święta rozleniwiłam się tak bardzo, że trudno mi wstać o 10, a wczorajsze myśli, że musiałam wstać o 5:30 przyprawiały mnie o mdłości. Święta jako tako to czas rodzinny, czas miłości i świetnej atmosfery, u mnie nigdy tak nie jest, przed świętami tylko jest mega zapieprz, bo "nie zdążymy", święta mijają szybko i zawsze jest tak, że najpierw się na nie czeka, a jak już przychodzą to wieje nudą, najczęściej po prostu miną jak z bicza trzasnął jak nic nie znaczący dzień, no bo w końcu, prócz Wigilii, niczym się nie różnią od innych. Tamten rok to były wzloty i upadki, płacz i uśmiech, ale na ten rok, jestem bardzo pozytywnie nastawiona, myślę, że to będzie mój rok! I wam życzę tego samego! Dobranoc!

PS.Zostawiajcie jakieś komentarze konstruktywne opinie jak wam się czytało o ile przeczytacie czy coś :) Z góry dziękuję, bo to motywuje do pracy ♥